16°C całkowite zachmurzenie

Po „Klerze” w Siemiatyczach

Kino - film, „Klerze” Siemiatyczach - zdjęcie, fotografia

W sobotę, 27 października w siemiatyckiej synagodze w trakcie trzech seansów wyświetlono głośny film Smarzowskiego „Kler”. Jak poinformował nas Krzysztof Bil-Jaruzelski, prezes spółki Lumiere, dzięki której w ramach kina objazdowego mieszkańcy małych miast mają możliwość obejrzenia najnowszych produkcji kinowych we własnej miejscowości, w Siemiatyczach kontrowersyjny film obejrzało prawie pół tysiąca ludzi.

Zdecydowana ich większość spoza Siemiatycz, ale miejscowych kinomanów też nie brakowało (byłam na sali kinowej przed dwoma seansami).

       I co? Nastąpił przewidywany upadek prowincjonalnej duchowości? Tąpnęła siemiatycka pobożność? Na całe szczęście - wszystko wskazuje na to, że nie. Następnego dnia wiele osób z tej widowni, jak zwykle poszło na niedzielną mszę. Widziałam. Niektórzy z głębszymi przemyśleniami na temat kondycji współczesnego duchowieństwa, inni zupełnie bezrefleksyjnie. „Przerysowane wyjątki, uderzające w autorytet kapłanów” – jak pisali członkowie Akcji Katolickiej w liście otwartym przez żadnego logicznego widza nie zostały wzięte za normę. Dlaczego? Bo ludzie myślą.

       A co myślą? O refleksje po obejrzeniu filmu zapytałam kilka osób. Wcale nie zdziwił mnie fakt, że wypowiedzi udzieliły chętnie, ale z jednoczesnym zastrzeżeniem swoich personaliów.

       - Po zwiastunie można było spodziewać się komedii i tak też myślałam. Film okazał się być tak ciężki, że nadal mam problem z zebraniem myśli. Film nie uraża ludzi wierzących, tylko pokazuje księży, którzy są ludźmi i posiadają wady. Na pierwszy plan wysuwa się zło, jakie panuje w Kościele rozumianym jako instytucja. Chciwość, pijaństwo, pedofilia, oszustwa, żądza pieniądza, chęć władzy to wszystko w filmie jest. Ale mamy też księdza, który chce pomagać ludziom i musi zmierzyć się z niesłusznym oskarżeniem o pedofilię. Mamy księdza, który umie przyznać się do zabicia człowieka i chce ponieść za to odpowiedzialność. No i człowieka, do którego wraca przeszłość i to jak został skrzywdzony przez spotkanych na swojej drodze ludzi. Nie będę zagłębiać się w to, co dzieje się na samym szczycie, bo tam pieniędzmi i znajomościami uciszą każdy niewygodny temat. Księża to ludzie grzeszni, jak wszyscy my i tak samo jak my mogą się zmienić. Trudno mi zrozumieć jak ksiądz, który został wybrany przez Boga, może czynić tyle zła, ale to pokazuje, że jest on tylko człowiekiem i sutanna go nie uchroni. Końcowa scena to mocne podsumowanie filmu. Kukuła jest takim Chrystusem, który wziął winę na siebie i chciał w ten sposób odpokutować krzywdy wyrządzane ludziom przez innych księży. Można go nazwać męczennikiem, tylko czy jeden ksiądz jest w stanie zmienić szerzące się zło w Kościele? Mój stosunek do wiary nie zmienił się. Wierzę w Boga, a nie w księży. Film jeszcze bardziej uświadomił mi, że zło w Kościele istnieje. Pedofilia była, jest i będzie, dlatego trzeba z nią walczyć i nie pozwolić zamieść pod dywan – powiedziała zapytana przeze mnie młoda kobieta.

       - To film smutny, przygnębiający, porażający ogromem cierpienia. Ukazuje samotność człowieka wśród ludzi, niezrozumienie, niechęć, egoizm. Tyle negatywnych emocji, uczuć, aby dać światełko nadziei, że niektórzy z nas są uczciwi, potrafią się przyznać do błędu. Dla chrześcijanina ten film stawia wielki znak zapytania: co to znaczy być chrześcijaninem? Gdzie zgubiliśmy zasady głoszone prze Chrystusa w Ewangelii? Obraz płonącego człowieka wśród tysięcy innych, którego nikt nie ratuje, wszyscy się odsuwają, a ktoś nagrywa telefonem komórkowym. To nasz świat, to jest XXI wiek i chrześcijaństwo? – zastanawiała się pracownica siemiatyckiej oświaty.

       - Cieszę się, że taki film powstał. Aż dziw bierze, że tak późno. Do tej pory mieliśmy okazję oglądać, czytać jedynie reportaże/dokumenty poświęcone oburzającym zjawiskom obecnym w Kościele. Teraz przyszła kolej na fabularyzowaną historię z fikcyjnymi bohaterami, ale opartą na prawdziwych wydarzeniach - luźno ze sobą powiązanych przykładów na pozostawanie księży w intymnych relacjach z innymi ludźmi, w tym dziećmi. Sami nie musimy szukać daleko, ale nie chodzi mi o wskazywanie palcem. Faktem jest zjawisko zamiatania problemu pod dywan, zarówno przez kurie, jak i samorządy. Smarzowski go wymiótł, snując zgrabną historię. Obraz niezwykle przygnębiający przez swoją prawdziwość. Mnie szczególnie utkwiła w pamięci scena "sądu biskupiego" i poruszenie w sztabie wyborczym. Pomimo to samo przesłanie filmu wydaje mi się pokrzepiające, bo przecież dwóch bohaterów, mimo swoich słabości, odkrywa w sobie pragnienie przyzwoitości, raczej naturalne. I w związku z tym film pozostawia nadzieję na to, że może być normalnie, o ile wierni oddolnie będą zabiegać o tę normalność a nie pozwalać na patologię – dodaje Mariola.

       - Niczego nowego się nie dowiedzieliśmy. Zobaczyliśmy to, co od dawna jest wiadome, a często ukrywane. W filmie skumulowane, być może przejaskrawione, ale niestety tak to wygląda. Nie rozumiem oburzenia środowisk kościelnych - Smarzowski nie przedstawił nieprawdy, próbował pokazać też tych dobrych księży, którzy nie godzą się na to, co w Kościele się dzieje. A myślę, że tak dzieje się nie tylko w Kościele Katolickim, w prawosławnym jest podobnie. Tak jak nie można powiedzieć, że wszyscy policjanci są tacy jak w „Drogówce” Smarzowskiego, tak nie można powiedzieć, że wszyscy księża są tacy jak w „Klerze”. Ale bardzo dobrze, że o tym się mówi, pisze, kręci filmy. Nie można takich mafijnych interesów, molestowania dzieci zamiatać pod dywan – dodaje para emerytów.

       -  Świetny film, dobrze zrobiony i ponadczasowy. Tak jak ponadczasowe są źródła zła, flancowanego z człowieka na człowieka. Tak jak ponadczasowe są też metody działania Kościoła: pieniądze, wpływanie na władze, ukrywanie przestępstw. Jednak kto zna trochę literaturę, nie tylko polską, i historię, tego na tym filmie akurat nic specjalnie nie dziwi. W przeszłości bywało znacznie gorzej. Zło rodzi zło. A ukrywanie tego umacnia ten łańcuch. Warto wspomnieć o znakomitej grze aktorskiej – komentuje inny widz wychodzący z synagogi.

       - Dla mnie końcówka była nieco naciągana. Nawiązanie do Piotra Szczęsnego zbyt oczywiste, a niestety okoliczności samospalenia zupełnie inne. Bohaterowie filmu są zdolni przynajmniej do pewnej refleksji, a niektórzy próbują nawet naprawić cokolwiek z tego, co zrobili. Niestety kler w realu tejże refleksji zwykle jest pozbawiony i to przygnębia – dodaje kolejna moja rozmówczyni.

       Uprzedzając zarzuty o to, że do publikacji wybrałam tylko takie wypowiedzi. Uczciwie i rzetelnie zapytałam kilkanaście osób. Również zupełnie mi obcych. Żadna z nich nie powiedziała, że żałuje obejrzenia filmu.

       Jaka była atmosfera całego wydarzenia w miasteczku?

       - Siemiatycze to jedno ze spokojniejszych miejsc. Nie było żadnych incydentów, czy jakichś przykrych komentarzy. Kilka osób nawet podeszło i podziękowało za możliwość obejrzenia filmu – mówi Bil-Jaruzelski.

       Moim zdaniem film zyskuje po następnym obejrzeniu. Zobaczyłam to, czego nie dostrzegłam po pierwszej projekcji. W pamięci zostały słowa, które poprzednio nie wybrzmiały na tyle mocno. „Dopóki pomagasz ludziom, jesteś dobrym kapłanem” – mówi filmowy ks. Kukła. Bohaterowie przestają być tacy jednoznaczni. I w tej wielopłaszczyznowości tkwi ponadczasowość obrazu.

Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi

Miejsce zdarzenia mapa Siemiatycze


Po „Klerze” w Siemiatyczach komentarze opinie

  • gość 2018-11-12 20:15:39

    Pani Autorka widziała, że następnego dnia wielu z widzów "Kleru", jak zwykle poszło na niedzielną mszę. Niektórzy z głębszymi przemyśleniami na temat kondycji współczesnego duchowieństwa, inni zupełnie bezrefleksyjnie. Też widziała.

  • gość 2018-11-12 23:10:25

    proponuję pójść i 3ci raz, może znajdzie się jakieś jeszcze podwójne dno...

  • gość 2018-11-12 23:12:12

    "Po zwiastunie można było spodziewać się komedii i tak też myślałam. Film okazał się być tak ciężki, że nadal mam problem z zebraniem myśl" raczej zamiast komedii należało spodziewać się paszkwila, z drugim zdaniem zgodzę się, brud w filmie oblepia i trudno się otrząsnąć

Dodajesz jako: Zaloguj się

Kino - film, Siemiatycze - więcej informacji